09
Maj
10

Weekend z PSN (Anarchy: Rush Hour)

Drogie gry, niewarte swojej ceny? Niestety, sklepik PlayStation jest zaopatrzony również w takowe. Za przykład niech posłuży chociażby Wakeboarding HD, któremu mam sporo do zarzucenia i najchętniej bym go zwrócił, a odzyskane pieniądze przeznaczył na… nawet dwa inne tytuły, a jak dobrze poszukać to i trzy ciekaw(sz)e gierki. To był średnio udany zakup, jednakże patrząc z perspektywy czasu dostrzegam także spory plus feralnej transakcji – cwaniactwo ekipy Creat Studios (bo jak inaczej to nazwać?) nauczyło mnie w końcu, by nie wrzucać do wirtualnego koszyka wszystkiego co popadnie, zwłaszcza, jeśli cena jest wysoka. No dobrze, ale co z tym wszystkim ma wspólnego Anarchy: Rush Hour? Właśnie chodzi o to, że nie ma nic wspólnego.

Zwykło się mówić: „liczy się jakość, a nie ilość”. Może i się zwykło, ale na pewno nie w siedzibie rosyjskiego studia odpowiedzialnego za Anarchię. Mam nieodparte wrażenie, że naszym wschodnim sąsiadom przyświecało motto zgoła odwrotne: „ilość, nie jakość!”. Na tym jednak nie koniec niekonwencjonalnych pomysłów Rosjan, bowiem cena którą zaśpiewali sobie za swój produkt jest ze wszech miar rozsądna i… podejrzanie uczciwa.

Dlaczego ilość?

Nie chodzi o megabajty, 809MB to nie wnikając w statystyki wynik raczej przeciętny. Do przeciętnych nie należy jednak ilość szeroko pojętych dóbr zawartych w tych megabajtach. Mamy tu do czynienia z grą wyścigową (pozornie wyścigową…), więc owe dobra należy rozpatrzyć pod kątem liczby samochodów i możliwości z nimi związanych, liczby tras czy wariantów rozgrywki. Na tym polu Anarchy: Rush Hour nie odstaje zbytnio od gier wydawanych na nośnikach Blu-ray. Bo co powiecie na 40 różniących się nie tylko wyglądem (napęd, moc i waga) samochodów? Oczywiście nie są to licencjonowane marki, ale… no właśnie, poznajecie?
Garaż, w którym trzymamy swoje zabawki (swoją drogą trzeba na nie najpierw zarobić) nie jest tylko zwykłą przechowalnią. Jest swoistym centrum dowodzenia. Z jego poziomu dokonamy rozmaitych modyfikacji naszego auta: poczynając od wyglądu zewnętrznego (dość rozbudowane możliwości lakierowania, neony i inne doprawiane rogi – dosłownie), poprzez dobór odpowiednich opon, na modyfikacjach wewnętrznych kończąc (specjalne dopalacze, tzw. adrenalin devices, podobne do tych z Midnight Club: LA).
Główny tryb jest czymś w rodzaju kariery. Nie zabrakło nawet jakiejś tam fabuły, ale… pozostańmy przy „jakiejś tam fabule”. Spodobał mi się jednak sposób wprowadzenia do tej historyjki – początkowy filmik uzupełniony komiksowymi wstawkami – pomimo marnej rozdzielczości – oglądało się całkiem przyjemnie. Sama kariera, jak to kariera… na pager dostajemy zlecenia typu: wygraj wyścig z tym i tym, znajdź i stuknij tego i tamtego, czy przewieź paczkę z punktu A do punktu B w określonym limicie czasowym. Nic nowego, ale zadań jest dużo i są naprawdę zróżnicowane. Ukończenie głównego „wątku” zajęło mi na oko jakieś 8-10 godzin, więc nie jest źle (wymaksowanie tytułu, w tym uzbieranie kasy na wszystkie dostępne auta i ulepszenia powinno zająć drugie tyle). Jeśli chodzi o ilość tras – tu również jest nad wyraz dobrze jak na tytuł dystrybuowany wyłącznie drogą cyfrową. Trzon gry opiera się o otwarte miasto (Moskwa) podzielone na kilka obszarów, po których możemy swobodnie się przemieszczać (free ride) w poszukiwaniu wyścigów. Prawie jak ostatni Burnout. Jednak otwarta przestrzeń to nie wszystko. Oprócz powszechnie rozpoznawalnych zakątków rosyjskiej stolicy mamy do dyspozycji osobne, różniące się scenerią zamknięte tory bez ruchu ulicznego (zastosowanie czysto wyścigowe) czy znane choćby z Destruction Derby areny do zastosowań destrukcyjnych (deathmatch) lub kaskaderskich (podniebne „ewolucje” nagradzane punktami).
Poza karierą, w grze zawarty jest tryb multiplayer (split-screen oraz świecący pustkami online) i standardowy „szybki wyścig”. Warto jeszcze wspomnieć o całkiem przyjemnej ścieżce dźwiękowej (w creditsach naliczyłem 30 tracków). Każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie – od mocnych, gitarowych brzmień, przez hip-hop, na transowych melodiach kończąc. Gdyby jednak ktoś nie czuł się usatysfakcjonowany to nic nie stoi na przeszkodzie, by „pobujać się” po mieście w rytmie własnej kolekcji mp3. Wszystko to tworzy zwartą całość i na tle innych gier z PSN wygląda bardzo okazale. Jeszcze bardziej okazale wygląda zestaw trofeów zawartych w Anarchii. Jest to kolejny, bardzo mocny argument przemawiający za słowem „ilość”.
Czemu nie jakość?
Niestety. Rzadko bywa tak, że ilość idzie w parze z jakością. W tym przypadku nie jest inaczej. Co z tego, że do dyspozycji mamy mnóstwo samochodów, skoro ich prowadzenie jest… nijakie. Na filmikach może i wygląda zachęcająco, jednak w praktyce nie należy do najlepszych. Autka zachowują się bardzo nieprzewidywalnie, przez co ciężko zachować płynność jazdy. Co z tego, że na prostych osiągają prędkość do 999km/h, skoro wchodzenie w zakręty często kończy się na bandzie lub nawet 200 metrów za nią i to z błahych jak na grę arcade’ową powodów (np. najechanie na niewidzialny krawężnik).
Co z tego, że można je pomalować na 1000 różnych sposobów, skoro gra prezentuje się tak sobie. Grafikę rodem z PS2 byłbym jeszcze w stanie przełknąć, gdyby wyświetlana była ultrapłynnie. Płynnie, a tym bardziej ultrapłynnie niestety nie jest, zwłaszcza w mieście. Tragedii może nie ma i da się grać, ale mnie akurat animacja kole w oczy. Dalej, co z tego, że jest duże miasto, skoro – raz, ciężko się po nim poruszać (ciasne, zakorkowane ulice), a dwa – nie zachęca mnie do jeżdżenia bez celu, jak chociażby miało to miejsce we wspomnianych Midnight Club: LA i Burnout Paradise. Wracając na chwilę do tematu prowadzenia auta – bywają fajne momenty, gdy czuć tę prędkość i w ogóle mknie się przyjemnie, jednak przesadnie zatłoczone ulice w połączeniu z niedopracowanym modelem jazdy sprawiają, że momenty te nie trwają zbyt długo. Zdecydowanie lepiej to wygląda na zamkniętych torach, gdzie zmagamy się tylko z przeciwnikami, ale ten nieszczęsny model jazdy… Drifty również mogłyby być lepiej wyważone. W obecnej formie raczej zniechęcają do pokonywania zakrętów poślizgiem (z kontrolowanymi poślizgami niewiele mają wspólnego). Podsumowując, twórcy wyposażyli auta w potężną moc, zapominając o odpowiednim przygotowaniu ulic i dostosowaniu modelu jazdy do tej mocy. Karierę ukończyłem zdobywając od niechcenia większość pucharków i na tym chyba koniec. Owszem, były fajne momenty, natomiast nie na tyle fajne, bym kiedyś chciał je powtórzyć.
Tryb online jak już wcześniej wspomniałem świeci pustkami, konsola wyszukuje zazwyczaj 3-4 gameroomy, w których przeważnie siedzą po 2 osoby. Mam wrażnie, że spotykają się tam tylko dla pucharka, bo niejednokrotnie byłem wyrzucany z takiego pokoju na dzień dobry. Jedyne co może mnie kiedyś skłonić do odpalenia tego trybu to mała grupka znajomych z listy, chętna do normalnego ścigania, bądź nabijania fragów w deathmatch.
…to wszystko za rozsądną cenę?
Nawet bardziej niż rozsądną. Gra kosztuje 26 zł. Patrząc na to ile oferuje w zamian, jest to bardzo uczciwa cena, a to przecież nieczęsto się zdarza. W porównaniu z innymi grami kosztuje tak niewiele, że aż żal mi było wytykać te wszystkie wady i niedociągnięcia. Na koniec winien Wam jestem odpowiedź na pytanie: czy warto? Wczoraj, podczas jednej z kilku przejażdżek online spotkałem przypadkowego człowieka o swojsko brzmiącym loginie. Mając już wyrobioną opinię o grze spytałem go co sądzi na jej temat. Nie owijając w bawełnę odpisał:
„gra na platyne jest dobra ale nic poza tym”
Osobiście uważam, że aż tak źle nie jest, ale ja bardzo lubię wszelakie samochodówki. Gdyby Anarchy: Rush Hour kosztował dwa razy tyle ile kosztuje obecnie to nie ośmieliłbym się go nikomu polecać, tymczasem są to naprawdę groszowe sprawy, więc ewentualny zawód nie będzie duży. Zatem – komu polecam? Myślę, że ten tytuł ma dwie grupy docelowe. Pierwszą, której sam jestem żywym przykładem, są fani gier samochodowych. Pograłem, obyło się bez rewelacji, ale głód w jakimś tam stopniu zaspokoiłem. Poza tym jestem mądrzejszy o kolejny tytuł, co w przypadku poznawania następnych samochodówek może mieć tylko korzystny wydźwięk. Drugą i podejrzewam znacznie liczniejszą grupą docelową są niewątpliwie łowcy pucharków. Liczby mówią same za siebie: 33 brązy, 9 sreberek, 3 złota i platyna – cena: 26 PLN. Chyba nie muszę nic dodawać?
Co mi się podoba:
  • cena i jej stosunek do ilości/jakości
  • liczne warianty rozgrywki
  • muzyka nie jest zła
  • przyjemne momenty, w których zapominałem o wszystkich wadach

Co mi się nie podoba:

  • beznadziejnie oznakowane trasy w mieście
  • nie można jeździć na skróty (co w związku z powyższym punktem kończy się częstym używaniem L1 – reset samochodu, powrót na właściwą trasę)
  • nieprzewidywalne zachowanie auta
  • na poziomie Medium przeciwnicy praktycznie nie istnieją
  • płynność animacji często jakby nie domaga
Reklamy

4 Responses to “Weekend z PSN (Anarchy: Rush Hour)”


  1. 1 Xian
    10 Maj 2010 o 08:46

    Miałem przyjemność (tak tak przyjemność) już rozpocząć zabawe z Anarchy i zgadzam się w pełni z tym, co napisano w recenzji. Za najsłabszy punkt tego tytułu bez wątpienia uznałbym model jazdy, który jest chaotyczny. Auto po wpadnieciu w poślizg nie daje się praktycznie kontrolować i jesteśmy skazani na łaske losu. Uniemożliwia, to stylowe pokonywanie zakrentów, bo lepiej wpaść bokiem na bande i użyć nitro niż bawić się w wyszukane poślizgi. Gra posiada wiele wad, ale za kwote, o którą wołają w sklepiku jest to zakup w moim odczuciu obowiązkowy (ścigałka + trofea 😉

  2. 2 skylight
    10 Maj 2010 o 11:23

    Jest do tego jakieś demo? Na ile ten model jazdy psuje zabawę?

  3. 3 Mariusz Stępień
    10 Maj 2010 o 16:52

    Dema nie ma. Obstawiam, że po jakimś czasie wypuszczą. Model jazdy jest dziwny (w sensie, że do bani), ale na ile psuje zabawę ciężko mi powiedzieć, bo to raczej sprawa indywidualna i np. może jakiemuś masochiście przypaść do gustu 😉 Nawet nie bardzo wiem do czego porównać ten model jazdy, bo z tak lipnym dawno się nie spotkałem.

  4. 4 SimonX
    11 Maj 2010 o 09:50

    bardziej zabawę psuje słaby framerate i brzydka grafika
    zdecydowanie za blisko TV wczoraj sobie usiadłem grając w to, bo na tych małych screenach gra prezentuje się ślicznie w porównaniu do tego co mam w pamięci z wczorajszej sesyjki 🙂
    mało kosztuje i ma pucharki, o reszcie szkoda gadać …


Comments are currently closed.

Twitter

  • Jak to mawiają: easy cop. 11 hours ago
  • To dropnęło czy nie? 13 hours ago
  • Czy są firmy, które zajmują się przygotowaniem ofert np. dla aut na Otomoto? Nie komisy, sama oferta, fotki etc. 2 days ago
  • Technoznajomi: jaki smartfon tak do 300-400zł, żeby Pokemon GO ruszył i w sumie niewiele więcej? 3 days ago
  • Czego nie cierpię w Japonii: wyciąga z ciebie ostatni grosz tak długo, aż nie przekroczysz progu samolotu. Pokemon… twitter.com/i/web/status/9… 6 days ago

%d blogerów lubi to: