19
Kwi
10

Weekend z PSN (Sam & Max: The Devil’s Playhouse, Final Fight: Double Impact, Section 8)

Troszkę się spóźniłem w tym tygodniu, ale na swoje usprawiedliwienie powiem, że tym razem wyszło sporo gier i aż trudno było się zdecydować od czego zacząć. Przede wszystkim sprawdziłem pierwszy epizod trzeciego sezonu przygód Sam & Maxa. Ta dwójka bohaterów intrygowała mnie od jakiegoś czasu, że nie wspomnę o całkowitym braku innych przygodówek na PSNie. Później będzie chwilowy powrót do przeszłości w odświeżonej formie, czyli Final Fight: Double Impact, który nie będę ukrywał, że przypadł mi do gustu (spoiler!). Na koniec zostawiłem sobie Section 8. Oczywiście w ostatnim tygodniu pojawiły się również Episodes from Liberty City, ale w tym wypadku moja rekomendacja raczej nie będzie konieczna. Zatem do dzieła.

Opis: Na sensowną przygodówkę na PlayStation Network czekałem bardzo długo i w sumie sądziłem, że prędzej będę miał okazję wrócić do klasycznego Monkey Island niż ratować świat z Samem i Maxem. Telltale wyruszyło jednak podbijać PS3, a ja z nimi.

Z wcześniejszymi przygodami dwójki bohaterów nie miałem praktycznie kontaktu, więc dla mnie sezon trzeci to w zasadzie otwarcie całej serii. No i tutaj muszę pochwalić dewelopera, który dość sprawnie przeprowadza nas przez tutorial i pozwala poznać wszystkie mechanizmy rozgrywki, byśmy nie czuli się zagubieni. Dobrze sprawdza się również system podpowiedzi, którego poziom możemy ustawić w menu.

Niestety mi osobiście średnio odpowiada stylistyka „kosmicznych jaj”, czyli umiejscowienie gry, magiczne portale, specjalne moce w połączeniu z bardzo plastyczną i kreskówkową grafiką. Jest to moja bardzo subiektywna opinia, więc nawet jej nie umieszczałem w wypunktowaniu. Poruszyłem tam natomiast kwestię historii, której w moim odczuciu jest jakby za mało. Pierwszy epizod jest przede wszystkim wprowadzeniem i w zasadzie pozostawia nas po zjedzeniu przystawki, gdy jeszcze nie zawiązała się prawdziwa akcja. Sytuację odrobinkę ratuje zastosowany patent, w którym najpierw widzimy epilog epizodu, a później próbujemy zmienić bieg wydarzeń.

Dużo pozytywnego mogę również powiedzieć o zagadkach, które wydają się całkiem przystępne, czyli niewyciągnięte z kapelusza, ale nadal na tyle ciekawie pomyślane, by gracz musiał ruszyć głową. Specjalne moce Maxa pozwoliły twórcom na trochę oryginalności i chociaż możliwości teleportacji i patrzenia w przyszłość wydają się jak pójście na łatwiznę to możecie mi wierzyć, że w tej kwestii Telltale wie co robi. Podobnie zresztą jak z humorem, który co prawda nie wylewa się cały czas z ekranu, ale jest obecny pod postacią mniej lub bardziej subtelnych żartów drugiego planu i rewelacyjnych ripost niektórych postaci. W tej kwestii mam jednak duże zastrzeżenia do narratora, który jest w zasadzie najgorszą postacią pierwszego epizodu.

Ostatecznie The Penal Zone kończyłem z bardzo mieszanymi odczuciami. Zagadki rozwiązywało się przyjemnie, ale już sama historia nie była rozpisana tak, żeby w pierwszym epizodzie zainteresować gracza. Gdybym miał wybór to nie wiem czy zdecydowałbym się na kupno drugiego odcinka, choć mi prywatnie również troszkę nie odpowiada połączenie fantastycznego charakteru gry z kreskówkową i odrobinę szaloną (super inteligentne kosmiczne goryle i te sprawy) stylistyką. Na razie jednak to najlepsza, bo jedyna, przygodówka na PlayStation Network.

Co mi się podoba:

  • prawdziwa przygodówka z prawdziwego zdarzenia
  • pomysłowe zagadki oraz humor
  • sterowanie działa bez zarzutu i sprawdza się na konsoli
  • nie czujemy się zagubieni zaczynając od trzeciego sezonu

Co mi się nie podoba:

  • pierwszy epizod wydaje się być odrobinkę jak zapowiedź sezonu
  • narrator będący również najgorszą postacią w grze
  • nigdy nie byłem fanem czekania na dalszy ciąg czegoś za co zapłaciłem

Cena: 89zł za cały sezon liczący 5 epizodów wydawanych co miesiąc

Werdykt: W zasadzie pierwszy epizod Sam & Maxa odrobinkę mnie rozczarował i wstrzymałbym się z zakupem do momentu, aż wyjdą następne. Jeśli jednak jesteście na głodzie przygodówkowym, ach to w sumie już go zdążyliście przejść wzdłuż i wszerz.

Jakość/cena: 3.5/5 Emieli


Opis: Nie jestem fanem klasycznych wydań gier, ponieważ często twórcy nie wykonując żadnej pracy liczą, że sprzedadzą tytuł jedynie przez nostalgię osób, które się na danej serii wychowały. Odstępstwem od tej zasady jest Capcom, któremu ufam praktycznie bezgranicznie w tej kwestii. Czy to pełne odświeżenie czy tylko troszkę nałożonych filtrów to w każdej klasycznej grze tego wydawcy czuć, że autorzy nadal uwielbiają daną serię.

Nie inaczej jest z Final Fight: Double Impact, z tą tylko różnicą, że tym razem dostajemy dwie gry w jednym wydaniu. Za 36 zł mamy okazję nie tylko obić kilka twarzy w Final Fight, ale również wziąć udział w wyprawie fantasy w Magic Sword. To wszystko utrzymane w klasycznej formie chodzonych bijatyk, ale z dużymi możliwościami dopasowania grafiki do własnych potrzeb i ze zremiksowaną muzyką. Nie mamy tutaj co prawda pełnego odświeżenia projektu tylko nałożonych kilka filtrów (do wyboru) plus możliwość przybliżenia obrazu, ale w tych grach od zawsze chodziło o rozgrywkę.

No, a ta po prostu rządzi. Final Fight odpaliłem tylko na chwilę, ale z marszu musiałem je przejść całe. Miło, że nie ma żadnych problemów z rozgrywką online, jeśli akurat na kanapie nie siedzi kumpel. Poza tym do naszej dyspozycji są tablice wyników dla obu gier, mnóstwo bonusów do odblokowania (szkice koncepcyjne, strony z komiksu itp.) oraz możliwość zapisu stanu gry, jeśli akurat musimy gdzieś wyjść. Jedyną wadą, do której mógłbym się przyczepić to długość samych gier. Mając do dyspozycji nieskończoną liczbę żetonów w jeden wieczór będziecie mieli z głowy oba tytuły, ale nie ma obaw – zagracie w nie ponownie. Ja sam przeszedłem już trzy razy Final Fight (2 razy w kooperacji) oraz dwukrotnie Magic Sword i nadal nie odblokowałem sporej liczby materiałów dodatkowych i samych trofeów. To chyba najlepsza rekomendacja, jaka może być.

Co mi się podoba:

  • dwie gry w jednej!
  • dobrze działający tryb kooperacji sieciowej (drop-in/drop-out)
  • mnóstwo ciekawych dodatków do odblokowania
  • dużo możliwości ustawienia filtrów graficznych
  • sensownie odświeżona muzyka (lub oryginalna, jeśli taką wolicie)
  • stylowe menu – salon gier

Co mi się nie podoba:

  • mimo wszystko są to krótkie gry
  • konieczność logowania się do PSNu przy odpalaniu gry

Cena: 36zł

Werdykt: Double Impact to zakup w zasadzie obowiązkowy, jeśli lubicie staroszkolne chodzone bijatyki lub po prostu macie ochotę na troszkę klasyki.

Jakość/cena: 4.5/5 Emieli


Opis: Od razu powiem, że jeśli jesteście fanami wszelkiego rodzaju strzelanin i zagraliście już we wszystko co wyszło na rynku to pewnie chcecie więcej, a w takim wypadku nie musicie czytać dalej – po prostu kupcie Section 8. Jeśli jednak, tak jak ja, pogrywacie w inne gatunki, a zwykłymi strzelaninami jesteście już po prostu zmęczeni to oszczędźcie sobie tego bólu, by przekonać się, że Section 8 pomimo prób, nie wybija się ponad standard.

W zasadzie patrząc na cenę za jaką gra ukazała się na PSNie to nie mogę powiedzieć, że ktoś powinien być rozczarowany. Rozgrywka przypomina Battlefielda – próbujemy kontrolować jak najwięcej punktów na mapie z tą tylko różnicą, że tym razem sami możemy sobie dobrać ekwipunek. Jeśli chodzi o styl rozgrywki to każdy znajdzie tu coś dla siebie podstawowe karabiny, snajperki, broń ciężką czy dodatki dla wsparcia (leczenie, naprawianie). Sami widzicie, że jest dość typowo. Na szczęście autorzy pokusili się o kilka urozmaiceń i muszę powiedzieć, że jedno z nich nawet przypadło mi do gustu, szkoda tylko, że już je gdzieś widzieliśmy. Chodzi o Medal of Honor: Airborne i możliwość zrzutu w dowolne miejsce na planszy.

Ten pomysł deweloperowi się udał, ale nie wszystko poszło tak dobrze. Sama mechanika rozgrywki nie jest zła, ale twórcy odrobinkę przesadzili z możliwościami – nie dość, że mamy do dyspozycji jetpack to jeszcze możemy urządzać sprinty w trybie overdrive raniąc przy okazji przeciwników. Mapy są co prawda duże, ale wciąż przy 32 graczach może się zrobić niebezpiecznie losowo.

Dla mnie Section 8 to gra przeciętna, która stara się stawiać na rozgrywkę, ale przy okazji troszkę zawodzi w kwestii sterowania i grafiki. Może w innych gatunkach to by przeszło, ale strzelaniny są i tak za mocno eksploatowane.

Co mi się podoba:

  • przynajmniej na PS3 nie wyszła w pełnej cenie
  • „zrzut” na mapę
  • możliwość pełnego doboru uzbrojenia

Co mi się nie podoba:

  • po prostu przeciętna strzelanina
  • przeciętna grafika
  • wyeksploatowane projekty kosmicznych żołnierzy, których widzieliśmy już zdecydowanie za dużo
  • troszkę zbyt skomplikowane sterowanie (szczególnie pojazdy)
  • tryb dla pojedynczego gracza to w zasadzie tutorial z botami

Cena: 89 zł

Werdykt: Jeśli czujecie, że bez kolejnej strzelaniny umrzecie to kupcie. W innym wypadku jest mnóstwo lepszych gier, które zasługują na Waszą uwagę bardziej niż Section 8.

Jakość/cena: 3/5 Emieli

Reklamy

12 Responses to “Weekend z PSN (Sam & Max: The Devil’s Playhouse, Final Fight: Double Impact, Section 8)”


  1. 1 skylight
    19 kwietnia 2010 o 06:20

    Rozumiem, że cena za Sam & Max jest ceną za cały 3ci sezon ? Ile będzie epizodów ?

    • 2 Emiel
      19 kwietnia 2010 o 10:43

      Tak, dopisałem co i jak. Dzięki za zwrócenie uwagi.

      • 3 skylight
        19 kwietnia 2010 o 12:51

        No problem 🙂 Czyli właściwie kupując 1szy epizod robimy pre-order na całość. Niezły interes dla Sony, tylko, jak słusznie zauważył Mariusz poniżej, troszkę przegięty.

  2. 4 Mariusz Stępień
    19 kwietnia 2010 o 07:44

    No, takich weekendów chciałoby się co tydzień 🙂

    Sam & Max

    Dla mnie również jest to pierwszy kontakt z serią, prawdopodobnie ostatni. Byłem napalony na ten tytuł, ale po sprawdzeniu dema chyba jednak to nie jest gra dla mnie. Albo nie lubię przygodówek (daaawno w żadną nie grałem, ostatnią był chyba świetny Broken Sword na PSX), albo po prostu klimat nie mój (to na pewno). Oprawa też raczej nie zachwyca (najdelikatniej mówiąc). No i odpowiadając na pytanie @skilighta – moim zdaniem to jakieś nieporozumienie, że nie da rady zakupić pojedynczego epizodu (a będzie ich pięć, jeden co miesiąc). Christina Lee w ostatnim PULSE wspomina o Monkey Island (że niby „coming soon”). Poczekam i łyknę w ciemno. Wiem, że nie będę zawiedziony.

    Final Fight: Double Impact

    Coś pięknego. Emiel pisze o długości gier, ale chyba rozumie przez to nieograniczoną liczbę żetonów. Bo w tym aspekcie mogli faktycznie mocniej się wysilić i zrobić to bardziej z głową, by grało się trudniej (teraz tak naprawdę śmierć nie stanowi żadnej kary, jedynie na tablicy wyników widać kto ile razy używał Continue). Poza tą niedogodnością, klasyki podane zostały po królewsku, życzyłbym sobie kolejnych, wydanych w taki sposób. Magic Sword jest dla mnie ciut za chaotyczny, ale i tak gra się świetnie. Final Fight rządzi, zwłaszcza w kooperacji. Warto wspomnieć, że do gry można dołączyć w dowolnej chwili, a od strony technicznej nie ma żadnych problemów (grałem w sumie z trzema osobami, zero lagów). Aha, jeśli ktoś byłby chętny na podbój tablic wyników i odblokowywanie bonusów – zgłaszać się na PSN, razem raźniej – mozgu.

    Section 8

    😉

    • 5 Mariusz Stępień
      19 kwietnia 2010 o 08:07

      *miało być @skylighta – sorry.

    • 6 Beniamin Durski
      19 kwietnia 2010 o 10:51

      No Zgadzam się, że Magic Sword jest dla mnie również dużo mniej czytelny i ogólnie trudniejszy w samej rozgrywce, bo mnóstwo latających pocisków zabawy nie ułatwia, ale wciąż to dwie gry w jednej!

  3. 7 Kazz
    19 kwietnia 2010 o 09:59

    Czy w grach jest normalny tryb 16/9, czy ciągle trzeba grać w tym dziwnym 4/3 z bokami wyglądającymi jak obudowa automatu ?.

    • 8 Mariusz Stępień
      19 kwietnia 2010 o 10:21

      Ten dziwny 4/3 z bokami wyglądającymi jak obudowa automatu jest najlepszą rzeczą jaka przydarzyła się tym portom 🙂 Filtr dodający „scanlines” w połączeniu z lekką jakby-wypukłością ekranu robią świetne wrażenie…

      …ale tak, można zmienić na cały ekran (16/9) tylko że wtedy obraz jest jakby trochę poucinany po bokach (wiadomo). Można też dać na pełny ekran w 4/3, opcji jest sporo, dla każdego coś dobrego. Są nawet suwaki do ustawienia szerokości i wysokości ekranu – pod względem dopasowania wyświetlania PROPER GAMES spisało się na medal.

  4. 10 Beniamin Durski
    19 kwietnia 2010 o 10:53

    Możliwości przełączania obrazu jest kilka, choć tak jak Mariusz napisał dla mnie najlepszy jest widok automatowy. W 16:9 jest to już dla mnie odrobinkę za bardzo rozmazane, chociaż różne filtry pomagają.

  5. 11 kemiru
    19 kwietnia 2010 o 18:57

    Jeśli można wiedzieć, ile (na oko) zajmuje przejście FF i MS?

    • 12 Beniamin Durski
      20 kwietnia 2010 o 11:48

      Naprawdę trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że samemu przeszedłem FF w godzinkę. MS jest dłuższy odrobinkę. Jeśli gra się w kooperacji to oczywiście czas się skraca. Jedno co mogę powiedzieć na pewno to to, że przy Double Impact spędziłem już więcej czasu niż przy większości gier z PSNu.


Comments are currently closed.

Twitter

Najpopularniejsze wpisy


%d blogerów lubi to: