21
Mar
10

Z pamiętnika surfera, czyli wrażenia na gorąco z Wakeboarding HD

Sklepik PlayStation przeżywa ostatnio nieco cichsze dni, bo jeśli wziąć pod uwagę dostawę świeżych, mocnych tytułów, to szybko można się zorientować, że nie jest kolorowo. Po cichu liczyłem, że wraz z premierą tworzonego na wyłączność – nomen omen – bardzo kolorowego Wakeboarding HD, ten stan ulegnie polepszeniu. Miałem dość konkretny powód, by na to liczyć. Dwa tytuły: Cuboid i Smash Cars. Obydwa powstały w tym samym studiu co opisywana gra. Obydwa bardzo sobie chwalę i dobrze wspominam, przy czym drugi tytuł jest mi tym łatwiej chwalić, że nabyłem go w promocji (za pół ceny bodajże), co jak się okazuje jest tu bardzo istotne.

Wakeboarding HD jest grą wybitnie arcade’ową. Nie będę wnikliwie tłumaczył na czym polega, to każdy widzi.

Skupię się na opisaniu wrażeń z rozgrywki, a konkretnie z kilku pierwszych godzin poznawania gry, bo to co widać na powyższym filmiku niezupełnie wygląda tak, jak wygląda.

  • Objętość gry – waga iście piórkowa, nawet jak na standardy cyfrowej dystrybucji – zaledwie 156 MB. W tym momencie poczułem jakby delikatny zawód, by za chwilę przypomnieć sobie o kilku świetnych grach nie zajmujących nawet połowy tego, więc… nie było tematu.
  • Chwila instalacji i widzę ładny ekran startowy, w tle przygrywa bardzo fajna nuta – jest dobrze.
  • Menu główne, czyli mapa, na której rozmieszczone są wszystkie plansze (w sumie 20 + tutorial) wygląda ładnie, ale czuję się lekko zagubiony. Nie jest zbyt czytelna. Dostęp do większości poziomów jest jeszcze zablokowany.
  • Tutorial – tu po raz pierwszy zobaczyłem grę w akcji, jednak jest zbyt wcześnie, by wyciągać jakieś wnioski. Poznaję zasady sterowania, które wydają się całkiem proste. Trochę taki Tony Hawk na wodzie…
  • Mniej więcej w połowie tutorialu (łącznie 17 zadań) pojawia się pierwszy grymas na twarzy – dlaczego wszystko dzieje się tak wolno? Pewnie dlatego, że to dopiero nauka jazdy – pomyślałem sobie kończąc ostatnie zadanie.
  • Czas sprawdzić pierwszą planszę. Fale ciągnące się za łodzią robią naprawdę pozytywne wrażenie, co zresztą zaobserwowałem już wcześniej. Wyglądają bardzo ładnie, ale są nie tylko po to by wyglądać, bowiem najeżdżając na nie przy użyciu odpowiedniej techniki, pełnią funkcję wyskoczni.
  • Jeśli chodzi o grafikę: generalnie jest podobnie do Smash Cars – brak cudów, ale nie jest brzydko. Jest za to bardzo kolorowo i płynnie. 60fps na pewno nie ma, ale po tym co widziałem w becie ModNation dobre i te 30fps, najważniejsze, że ta wartość jest stała.
  • Kolejne plansze starają się zaskoczyć mnie czymś nowym, ale czy ja wiem… w jednej należy wykonać jak najwięcej trików, w innej zebrać określoną ilość gwiazdek. Są poziomy, w których trzeba zniszczyć powiedzmy 17 billboardów oraz takie, gdzie wystarczy pokonywać kolejne bramki. Krótko mówiąc – nic, czego wcześniej bym nie widział, ale jest w miarę różnorodnie. Oprócz głównych zadań wymaganych do zaliczenia planszy dostajemy zadania poboczne – coś dla poławiaczy pucharków.
  • Po kilkunastu pierwszych przejazdach dociera do mnie, że w kółko słucham tej samej muzyki. Pomimo, że jest całkiem fajna i raczej tu pasuje (trochę dnb, house i chyba coś w stylu techno-disco), to te 3 czy 4 grane na krzyż utwory zaczynają mnie już męczyć. Na szczęście można włączyć swoje ulubione kawałki z poziomu XMB, ale nie wydaje mi się, żeby to miał być plus – to już dawno powinien być standard. Tak więc, jakby tego nie było, byłby drugi minus. Pierwszym jest przycinanie się (charczenie, trzaski) odgrywanych plików mp3 podczas wczytywania poziomów. Niby nic szkodliwego, ale drażni.
  • Próbując swoich sił w kolejnych przejazdach dochodzę do wniosku, że jest nawet miło, ale kurka wodna – tutorial mam już jakieś dwie godziny za sobą, a gra zupełnie nie nabrała tempa! Czemu ta motorówka płynie jakby była napędzana wiosłami? Zero życia w sobie, a najgorsze jest to, że nie zapowiada się, by dalej miało być inaczej.
  • Co jakiś czas przydarzają mi się zupełnie niespodziewane kolizje i upadki, przeważnie podczas próby najazdu na poręcze czy skocznie. Jestem przekonany co do poprawnego wykonywania tego manewru z mojej strony, więc kolejny minus należy się za niedopracowanie kodu.
  • Wypada odnotować jeszcze pewien fakt – do wyboru są 3 postacie: jest pan blondyn, którego wygląd zdaje się krzyczeć „surfing usa!”, jest pani blondynka w japonkach i jest gość w kapoku. Na tym koniec różnic. Wszyscy śmiałkowie dysponują takim samym wachlarzem trików.
  • Ehh ta nieszczęsna prędkość… gdybym miał ją porównać z inną grą to biegnąca Lara z Tomb Raidera będzie dobrym przykładem… i to wcale nie biegnąca sprintem – zdecydowanie za słabe tempo jak na grę reklamowaną hasłem „High-speed arcade platform gameplay”.
  • Po około trzech godzinach mam na koncie 3 pucharki (14%), wpadły całkiem niechcący, przy czym zdobycie ich wszystkich pachnie nie lada wyzwaniem.
  • Wow! W 12-tej planszy gra nabrała prędkości, teraz to ja rozumiem! Motorówka tak zasuwa, że aż obraz się rozmywa, to zupełnie inna gra! Poważnie, teraz to nawet Sonic na pełnych obrotach wymięka, czuć moc!
  • Kolejna plansza – podana niestety w równie anemicznym sosie, co cała reszta (z wyjątkiem dwunastej, dostarczającej sporo adrenaliny). Dlaczego samemu nie można sterować prędkością łodzi? Dlaczego ona się tak wlecze!?
  • Rzut okiem na tablicę wyników. 1098 zarejestrowanych osób raczej nie świadczy o dużej popularności w okolicach premiery, ale nie mi to oceniać. Co ciekawe, w ścisłej czołówce znajduje się creat_games (jak się domyślam, ktoś z deweloperów).
  • Następny poziom – coś jakby drgnęło,  mniej więcej od połowy zaczyna się bardzo szybki odcinek. Właśnie tak powinien wyglądać każdy poziom w grze.
  • Dwie plansze do końca. Do tej pory gra wydawała mi się dziecinnie prosta, ale z drugiej strony nie starałem się zaliczać wszystkiego na tip-top (chyba łatwo by nie było). Pisząc „do tej pory” mam na myśli przedostatnią planszę właśnie – cały czas mnie rekin zjada, nie można tu używać spustów R2 & L2 pozwalających „ścinać” zakręty.
  • Zaciąłem się chyba… męczę tę przedostatnią planszę, niech ona się już skończy. Nie dość, że rozgrywa się w żółwim tempie to jeszcze rekinów jakby przybyło. Mam nadzieję, że kolejny, finałowy poziom będzie w nagrodę bardzo szybki i równie długi, inaczej mogę nie dać rady, odpuścić…
  • Nareszcie. Udało się po kilkunastu karkołomnych próbach. Tym samym awansowałem na poziom Veteran (z Fightera lub Semi-Pro, wybaczcie), ale nie widzę żadnych korzyści z tego tytułu. Zmienia się jedynie mały znaczek w rogu mapy.
  • Koniec, ostatnia plansza była… jaka była nie powiem, może jednak ktoś się odważy przekonać osobiście. W sumie łatwo poszło, wpadł brązowy pucharek i to by było ma tyle…
Żadnego zakończenia, żadnych nowo odblokowanych plansz, zero bonusów. Możliwe, że po zaliczeniu wszystkiego na 100% pojawi się chociaż ekran z napisem „Congratulations”, ale ja chyba nie mam ochoty przekonywać się o tym na własne oczy. Co innego, gdyby wszystkie plansze rozgrywały się przy zawrotnej prędkości. Niestety – takich naprawdę fajnych momentów jest w tej grze kilka, raptem 3 czy 4. To zdecydowanie za mało, bym mógł polecić ten tytuł z czystym sumieniem. Tym bardziej, że cena (55 zł) jest nijak adekwatna zarówno do czasu rozgrywki (3-4 godziny?), jak i do całej reszty. Czas pewnie byłby dłuższy, gdyby nie ta nieszczęsna reszta. We wstępie nie kryłem zadowolenia z zakupu innej, ale na swój sposób podobnej gry studia Creat Studios, podkreślając, że nabyłem ją za pół ceny. No właśnie, w przypadku Wakeboarding HD mam poczucie, że pośpieszyłem się z zakupem. Jeśli ta gra trafi kiedyś (a trafi na pewno) do katalogu Special Offers, przy czym stanieje co najmniej o połowę – warto będzie rozważyć zakup. Póki co – nie polecam.
Reklamy

3 Responses to “Z pamiętnika surfera, czyli wrażenia na gorąco z Wakeboarding HD”


  1. 1 gurafikku
    23 marca 2010 o 10:38

    Jaki jest sens wypunktowania skoro tekst jest ciągłością?

  2. 2 Mariusz Stępień
    23 marca 2010 o 14:06

    Jakiś tam jest. Są to moje wrażenia (myśli) spisane w takiej kolejności, w jakiej nawiedzały moją głowę podczas grania, więc zostały wypunktowane, każde osobno. Miało wyjść jak kartka z pamiętnika, ale nigdy takich nie pisałem, więc może faktycznie wyszło tak sobie.


Comments are currently closed.

Twitter


%d blogerów lubi to: