13
Mar
10

Akira Yamaoka zdradza tajniki udźwiękowienia gier

Strasznie nie lubię zaczynać wpisów o japońskich twórcach gier, gdyż mam wrażenie, że samo nazwisko nie wystarcza aby ktoś daną personę skojarzył (poza Kojimą) i trzeba za każdym razem dokonania przypominać. Teraz będzie o panu Akira Yamaoka, więc z misji zapoznania Was z z nim wykpię się linkiem do Wikipedii – jeśli go nie znacie, to wstyd. A jak znacie, to zapraszam dalej.

Rzeczony jegomość, który niedawno opuścił Konami i zajął się m.in. współpracą z Grasshopperem miał okazję do zaprezentowania całkiem interesującego wykładu w trakcie GDC w San Francisco. Jako, że twórca to przede wszystkim muzyki, opowiadał głównie o udźwiękowieniu. Kompozytor zdradził szalenie interesującą teorię, która ocierać się może o… psychologię muzyczną? Nie mam pojęcia, czy coś takiego istnieje, ale jeśli nie, to Yamaoka właśnie podłożył pod tę naukę podwaliny.

Yamaoka rozpoczął od pytania „czego się ludzie boją?” i przeszedł zgrabnie do pewnych zachowań zakodowanych w naszych mózgach. Otóż jeśli jakiś dźwięk poprzedza widzianą akcję (np. najpierw słyszymy dźwięk kroku, a później, nawet o ułamek sekundy, postać go robi) to człowiek czuje niepokój. Jeśli jest sytuacja odwrotna, to wręcz przeciwnie – uspokajamy się. Akira wykorzystał tę teorię tworząc Silent Hilla 3, gdzie właśnie mieliśmy lekkiego „laga” na ekranie względem tego, co dobiegało z kolumn.

Kolejna ciekawa sprawa to sposób oddziaływania na mózg muzyki… przerywanej. Yamaoka na panelu najpierw puścił fragment „Dla Elizy” z krótkimi momentami ciszy, a następnie ten sam fragment, ale w przerwach słyszano niesprecyzowany hałas. W tym pierwszym przypadku, gdy słyszymy ciszę, mózg sam dopowiada sobie resztę. W drugim zaś zdecydowanie odczuwamy niepokój i lęk. Joystiq przygotował zresztą podobny fragment do odsłuchania u siebie na stronie – sprawdźcie koniecznie. Nie pozostaje nic, jak się zgodzić.

Mistrz zdradził jedynie dwa przykłady, ale traktując je jako pars pro toto można spokojnie założyć, że takich smaczków w grach jest masa. Ciekawe z ilu jeszcze nie zdajemy sobie sprawy, a autorzy grają nam na… mózgach, próbując wywołać określone emocje. Jak widać, w tworzeniu gier i muzyki do nich przydaje się też psychologia (kognitywistyka?). Inne nauki pewnie też.

[źródło]

Reklamy


Twitter


%d blogerów lubi to: